Wczoraj, 22:46
Kiedy zaczynasz wierzyć. Kiedy coraz śmielej pukasz do bram raju Champions League. Kiedy po zwycięstwie 4:1 na wyjeździe wydaje Ci się, że tym razem los wreszcie spojrzał w naszą stronę. Że może, po tylu latach, będzie inaczej.
Wtedy przypominasz sobie, komu kibicujesz.
Lech Poznań od lat doskonali jedną sztukę – sztukę odbierania nadziei wtedy, gdy smakuje ona najlepiej. Nie jednym ciosem. Powoli. Metodycznie. Jak mokra szmata, która przez tygodnie nasiąkała wodą tylko po to, by w odpowiednim momencie z całej siły uderzyć w twarz każdego kibica.
I boli. Bo miało boleć.
Bo byłoby zbyt pięknie. Zbyt normalnie. Zbyt zwyczajnie.
A Lech od dawna nie wybiera prostych dróg. Wybiera te, po których kibic wraca do domu w ciszy, z pytaniem nie „dlaczego przegraliśmy?”, ale „dlaczego znowu uwierzyłem?”.
Po Lechowemu.
Paradoks polega na tym że Lech jest tam gdzie jego wiara. I ta Wiara wróci.
Wtedy przypominasz sobie, komu kibicujesz.
Lech Poznań od lat doskonali jedną sztukę – sztukę odbierania nadziei wtedy, gdy smakuje ona najlepiej. Nie jednym ciosem. Powoli. Metodycznie. Jak mokra szmata, która przez tygodnie nasiąkała wodą tylko po to, by w odpowiednim momencie z całej siły uderzyć w twarz każdego kibica.
I boli. Bo miało boleć.
Bo byłoby zbyt pięknie. Zbyt normalnie. Zbyt zwyczajnie.
A Lech od dawna nie wybiera prostych dróg. Wybiera te, po których kibic wraca do domu w ciszy, z pytaniem nie „dlaczego przegraliśmy?”, ale „dlaczego znowu uwierzyłem?”.
Po Lechowemu.
Paradoks polega na tym że Lech jest tam gdzie jego wiara. I ta Wiara wróci.
