Zaraz ktoś mnie skrzyczy i w ogóle napisze, że jestem śmieszny i że Futbol Futbolu i w ogóle, trochę pewnie racji w tym będzie, ale mimo wszystko - mnie trochę razi to, że Ishak jako kapitan polskiego zespołu, piłkarz traktowany jako legenda klubu, żyjący tu 6 lat (w momencie zakończenia kontraktu - 7 lat), piłkarz, który zarobił tu pieniądze, które na zawsze zmieniły mu życie, piłkarz mający tu rezydencję podatkową, mający w tym mieście swój mural, wychowujący tu swoje dzieci, ani be, ani me po polsku. Znaczy pewnie coś tam mówi, ale nie na tyle, żeby na głupim MOPie powiedzieć przez mikrofon kilka miłych słów do kibiców po zdobyciu MP.
Oczywiście nie przez to przegraliśmy i nie umniejsza to zasług Ishaka w tym klubie, ale mnie to nieco drażni. Rozumiem, że Fredriksen, który ma całą drużynę na swojej głowie i jest tu dopiero 2 lata nie mówi po polsku - nauka w jego przypadku byłaby bez sensu i czasochłonna, ale naprawdę kopacz piłki jest tak niesamowicie zajętym człowiekiem, że nie znalazłby przez 6 lat 2 godzin tygodniowo na lekcje polskiego? A może nie ma na to pieniędzy? :/
Swoją drogą jeszcze podczas meczu zastanawiałem się, czy przypadkiem to Radek Murawski nie jest prawdziwym kapitanem zespołu. Takie mam wrażenie. Mikael w środę po prostu nie dojechał. Nie mówię tu nawet o poziomie sportowym, ale o tym, że nie był w stanie w żaden sposób wstrząsnąć drużyną.
Zresztą szczerze? Mam wrażenie, że Ishaka wszyscy traktują mega poważnie, bo tak wygląda. Wielki, praktycznie łysy chłop z długą brodą, budzi postrach. Ale prawda jest taka, że jak się go trochę posłucha albo popatrzy na jego zachowanie, to ten wizerunek fizyczny nijak się ma do charakteru. Mam wrażenie, że to nie jest najtwardszy i z największymi cojones piłkarz tej drużyny.
Trochę sytuacja jak z kadrą i Lewandowskim. Ma tę opaskę bo jest nr 9, ma status legendy i ogromne doświadczenie, ale nie wiadomo, czy z powodu cech wolicjonalnych powinien ją mieć.
Przepraszam, że mi się tak ulewa, ale wielki smutek zaczął u mnie przechodzić w duże rozgoryczenie. Mikael już z Cracovią zagrał kuriozalnie słaby mecz, a tu kapitan drużyny przejebał nam walkę o marzenia i 20 mln EUR, a nawet nie zabrał od tej pory głosu. Mi się to nie podoba i jest to dla mnie rysa na wizerunki Miki jako niewątpliwej legendy klubu. Emocje, emocje, emocje. Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy po odejściu Miki za rok (uważam, że albo zjazd -40%/-50% na kontrakcie albo dziękujemy) nr 9 nie powinien zostać zastrzeżony, ale to raczej była glupia emocjonalna myśl i oczywiście nie.
Oczywiście nie przez to przegraliśmy i nie umniejsza to zasług Ishaka w tym klubie, ale mnie to nieco drażni. Rozumiem, że Fredriksen, który ma całą drużynę na swojej głowie i jest tu dopiero 2 lata nie mówi po polsku - nauka w jego przypadku byłaby bez sensu i czasochłonna, ale naprawdę kopacz piłki jest tak niesamowicie zajętym człowiekiem, że nie znalazłby przez 6 lat 2 godzin tygodniowo na lekcje polskiego? A może nie ma na to pieniędzy? :/
Swoją drogą jeszcze podczas meczu zastanawiałem się, czy przypadkiem to Radek Murawski nie jest prawdziwym kapitanem zespołu. Takie mam wrażenie. Mikael w środę po prostu nie dojechał. Nie mówię tu nawet o poziomie sportowym, ale o tym, że nie był w stanie w żaden sposób wstrząsnąć drużyną.
Zresztą szczerze? Mam wrażenie, że Ishaka wszyscy traktują mega poważnie, bo tak wygląda. Wielki, praktycznie łysy chłop z długą brodą, budzi postrach. Ale prawda jest taka, że jak się go trochę posłucha albo popatrzy na jego zachowanie, to ten wizerunek fizyczny nijak się ma do charakteru. Mam wrażenie, że to nie jest najtwardszy i z największymi cojones piłkarz tej drużyny.
Trochę sytuacja jak z kadrą i Lewandowskim. Ma tę opaskę bo jest nr 9, ma status legendy i ogromne doświadczenie, ale nie wiadomo, czy z powodu cech wolicjonalnych powinien ją mieć.
Przepraszam, że mi się tak ulewa, ale wielki smutek zaczął u mnie przechodzić w duże rozgoryczenie. Mikael już z Cracovią zagrał kuriozalnie słaby mecz, a tu kapitan drużyny przejebał nam walkę o marzenia i 20 mln EUR, a nawet nie zabrał od tej pory głosu. Mi się to nie podoba i jest to dla mnie rysa na wizerunki Miki jako niewątpliwej legendy klubu. Emocje, emocje, emocje. Jakiś czas temu zastanawiałem się, czy po odejściu Miki za rok (uważam, że albo zjazd -40%/-50% na kontrakcie albo dziękujemy) nr 9 nie powinien zostać zastrzeżony, ale to raczej była glupia emocjonalna myśl i oczywiście nie.
