Kosz-mar-ny mecz w pierwszej połowie.
Znowu to nieszczęsne, monotonne wyprowadzanie spod bramki, z którym jakoś wszyscy sobie radzą, bo do tego musi być więcej ruchu w środku. Zero efektu z przodu, zmiast tego irytujące, regularne straty owocujące groźnymi rogami dla GKSu. Czy oni naprawdę nie mogą wyćwiczyć dokładności tych podań wyprowadzających Gurgula czy Pereirę? Dwa metry za blisko, prosto pod nogi, zamiast trochę do przodu, do tego często za słabo, albo za mocno, a sam Gurgul zawsze zabiera tą piłkę pod siebie, nawet gdy nie ma to sensu, i prosi się o zagranie z pierwszej piłki, bo przeciwnik już prawie na nim siedzi.
Kozubal się dzisiaj wylosował bardzo słaby. Gra z tyłu (wliczając w to Kozubala), ech... Brak słów. Znowu to cofanie bez wywierania presji. Każdy kontratak śmiedział bramką. Parę miesięcy temu krytykowałem, że jeśli nie strzelamy 3, to nie wygrywamy, tym razem nawet 3 nie wystarczyły...
W drugiej lepiej, a już zdecydowanie lepiej po zejściu Walemarka, chociaż pewnie dużo w tym zasługi zmęczenia GKSu po pucharze z Rakowem. Strach jak źle wyglądaliśmy dopóki mieli siły.
Patrik wszystko na chama wali zamiast wystawić koledze, i często się kiwa bez większego efektu (choć na szczęście przynajmniej bez strat), gdy można naprawdę dobrze rozprowadzić akcję. Zmiana na Palmę od razu przyniosła wymierne efekty. Mam nadzieję że w nbastępnym meczu Palma (1G + 1A dziś) wróci do pierwszego składu.
Hakans też dobrze, bardzo ładna bramka - szkoda że nie wykorzystał dużo łatwiejszej sytuacji, i nie zrobił lepiej tej podcinki.
I - aż strach powiedzieć - Agnero dziś z przodu działał lepiej niż Ishak...
Strasznie szkoda tej główki Agnero, chłop miałby 2 rozstrzygające trafienia na 4:3 w doliczonym czasie gry za pasem
Miejmy nadzieję że Milić wróci, Kozubal się ogarnie, Jagiełło zacznie grać lepiej niż dzisiaj, a ten mecz nam da taki sam efekt końcowy jak zeszłoroczne 2:2 w Katowicach.