Samego podebrania akurat nie uważam za skazę.
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jedno z dwojga na pewno siądzie. Albo Świerczewski pokaże fakersa, albo w lutym Mioduski pokaże swoje kompetencje strategiczne i stwierdzi, że nadchodzi nowe rozdanie i wezmą trenera ich sekcji koszykarskiej, gdyż ewidentnie potrafi zaszczepić gen zwycięstwa, wszak czekają już parę lat na tytuł...
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jedno z dwojga na pewno siądzie. Albo Świerczewski pokaże fakersa, albo w lutym Mioduski pokaże swoje kompetencje strategiczne i stwierdzi, że nadchodzi nowe rozdanie i wezmą trenera ich sekcji koszykarskiej, gdyż ewidentnie potrafi zaszczepić gen zwycięstwa, wszak czekają już parę lat na tytuł...
