(13-04-2026, 11:05)Sultan napisał(a): Czy ten sezon był wyjątkowy? Kontuzje - masz rację. Ale są sezony, gdzie liczba odejść będzie większa niż liczba kontuzji w ubiegłym roku. Kto wie, czy już najbliższe okno takie nie będzie?
Nie będę po raz kolejny pisał tego, że po każdych przygotowaniach kilka tygodni gramy padakę, bo moznaby to w jakimś stopniu zrzucić na ciężkie przygotowania. Tyle tylko, że później ta słynna intensywność przychodzi późno i to na dość krótko - wczoraj to wcale nie my byliśmy hegemonami w tym zakresie.
Natomiast to, że dostaliśmy oklep latem w Europie (i od Szachtara u siebie) jest bardzo powiązane z tym, ile bramek tracimy i dlaczego. Przepraszam, ale jeśli sztab przez dwa pełne obozy i codzienne treningi nie potrafi nauczyć zespołu bronić, to coś tu jest mocno nie tak. Wszyscy wieszają psy na Skrzypczaku (wiele błędów indywidualnych), ale Joel już dawno przestał być obrońcą - a przede wszystkim problem tkwi w grze obronnej całej drużyny. Dlatego aż tak na koncu widać błędy np Mateusza.
Nie da się nic ugrać w Europie broniąc tak niedbale.
Tak, brakuje DP i pewnie ze dwóch stoperów, ale jeśli nawet Termalica potrafi nam zagrozić to znaczy że cały proces szkoleniowy jest naszpikowany błędami w tym aspekcie, bo nawet z 1-2 juniorami w składzie powinniśmy mieć defensywne schematy.
Jasne, zgodzić się mogę, że przez tak długi okres należy wypracować jakieś schematy, automatyzmy w defensywie. Tylko, no właśnie, może nie do końca się da z takim a nie innym materiałem? Oczywiście, w każdej drużynie zawodnicy mają wahania formy. Grasz słabo, wchodzi zmiennik. A tutaj? Grasz słabo, wchodzi zmiennik...a nie czekaj, tutaj nie ma kto wejść. Przed sezonem na papierze nasza obrona wyglądała okazale, wręcz wydawało się, że będzie to najsilniejsza formacja Lecha (oczywiście w kontekście kontuzji jakie były wśród pomocników). Tyle tylko, że Douglas gra gówno, obraził się i wiecznie ma jakiś uraz. Skrzypczak od pierwszych minut grał tak jak przed odejściem do Jagiellonii, czyli fatalnie. Pereira kompletnie bez formy ale jego zmiennik Gumny, który trafił tutaj po odpuszczeniu przez Rutka Carstensena był w jeszcze gorszym stanie i potrzebował czas na odbudowę. Moutinho okazał się średnim wyrobnikiem, w sumie zawsze taki był ale jakoś w tej Jagiellonii szło zamaskować tą bylejakość, tutaj przy takiej ilości ananasów się nie udało. Z w miarę trzymających poziom zostali Milić i Gurgul (który dla mnie zawsze był średni) no i Bogu dzięki wyskoczył nam Mońka. Także jak widać no kurwa szału nie ma. I do tego trzeba dodać fatalne, wręcz absurdalne babole za które no ciężko winić trenera. Można by część z nich zrzucić na kark Nielsa, że uporem maniaka nakazuje rozgrywanie od tyłu nawet przy bardzo mocnym pressingu. Tyle tylko, że Niels nie każe w razie "w" podać piłki do przeciwnika.
E:
literówka.
