Zgadzam się w 100% z kolegami rojberem i Mosiną. Można powiedzieć, że na koniec chodzi tylko o kopanie piłeczki przez milionerów, ale nie ma się co czarować, Lech stal się elementem tożsamości wielu, bardzo wielu ludzi w tym mieście i takie postawienie tematu jak tu zaproponowałem, ma mało wspólnego z rzeczywistością, jest błędne.
Boli, bardzo boli. Lech dla wielu ludzi jest życiem zastępczym, red. Nawrot o tym fajnie wspomniał jakiś czas temu. Nie każdemu w życiu się udało. Nie każdy w życiu ma fajną rodzinę, nie każdy ma dużo pieniędzy, nie każdy ma biznes, nie każdy ma karierę, niektórzy z nas mają chujowe życie z wieloma problemami, a Lech jest dla nich życiem zastępczym, odskocznią, oknem na świat. Powodem do dumy przed znajomymi, rodziną, czy kolegami z pracy z innych części Polski, często jedynym. Sam mam kumpla, któremu wiele rzeczy w życiu nie poszło tak, jakby chciał, a wchodząc na stadion wraz z pierwszym gwizdkiem zamienia się w innego czlowieka i zdaje się na jakiś czas o wszystkich swoich problemach zapominać. Tym jest dla wielu ludzi Lech Poznań.
Zresztą wczoraj wracając w tłumie na mecz (godzina myślę, że ok. 22, 22:20? nawet nie pamiętam, o której skończył się mecz) chcąc-nie chcąc, słyszałem rozmowę ojca z synem, którzy szli za mną. Jak zrozumiałem - chłop po rozwodzie, z opieką naprzemienną. Zabrał młodego na mecz, mimo, że miał dzisiaj pociąg do pracy na godzinę... 5:30. Czyli kosztem własnego zdrowia (bo przed 00 z pewnością się nie położył), 4, czy 5 godzin snu przed pracą, zabrał dzieciaka na mecz. Jeśli to czytasz - wielki szacunek dla Ciebie.
Lech jest więc dla bardzo wielu ludzi czymś więcej, niż tylko zbieraniną kopaczy piłki. W tym roku mogły spełnić się marzenia bardzo wielu ludzi. To naprawdę było realne. Jestem pewien, że gdyby na Bułgarskiej był choćby mecz PO wraz z oprawą, hymnem, etc. pojawiłoby się u wielu ludzi sporo łez szczęścia.
Ale to się nie wydarzy i to boli zajebiście mocno.
Boli, bardzo boli. Lech dla wielu ludzi jest życiem zastępczym, red. Nawrot o tym fajnie wspomniał jakiś czas temu. Nie każdemu w życiu się udało. Nie każdy w życiu ma fajną rodzinę, nie każdy ma dużo pieniędzy, nie każdy ma biznes, nie każdy ma karierę, niektórzy z nas mają chujowe życie z wieloma problemami, a Lech jest dla nich życiem zastępczym, odskocznią, oknem na świat. Powodem do dumy przed znajomymi, rodziną, czy kolegami z pracy z innych części Polski, często jedynym. Sam mam kumpla, któremu wiele rzeczy w życiu nie poszło tak, jakby chciał, a wchodząc na stadion wraz z pierwszym gwizdkiem zamienia się w innego czlowieka i zdaje się na jakiś czas o wszystkich swoich problemach zapominać. Tym jest dla wielu ludzi Lech Poznań.
Zresztą wczoraj wracając w tłumie na mecz (godzina myślę, że ok. 22, 22:20? nawet nie pamiętam, o której skończył się mecz) chcąc-nie chcąc, słyszałem rozmowę ojca z synem, którzy szli za mną. Jak zrozumiałem - chłop po rozwodzie, z opieką naprzemienną. Zabrał młodego na mecz, mimo, że miał dzisiaj pociąg do pracy na godzinę... 5:30. Czyli kosztem własnego zdrowia (bo przed 00 z pewnością się nie położył), 4, czy 5 godzin snu przed pracą, zabrał dzieciaka na mecz. Jeśli to czytasz - wielki szacunek dla Ciebie.
Lech jest więc dla bardzo wielu ludzi czymś więcej, niż tylko zbieraniną kopaczy piłki. W tym roku mogły spełnić się marzenia bardzo wielu ludzi. To naprawdę było realne. Jestem pewien, że gdyby na Bułgarskiej był choćby mecz PO wraz z oprawą, hymnem, etc. pojawiłoby się u wielu ludzi sporo łez szczęścia.
Ale to się nie wydarzy i to boli zajebiście mocno.
