Od końca zacznę. W lidze grasz by zdobyć mistrzostwo i świętować to w maju na płocie oddzielającym Kocioł od płyty boiska. Tytuł sam w sobie jest ważny, jest powodem do dumy przez cały następny sezon. Jednocześnie puchar za wygranie ligi jest przepustką do kolejnych marzeń, dotychczas poza zasięgiem Lecha, a mianowicie walki o fazę grupową kiedyś, a pucharową teraz Ligi Mistrzów. Kropka.

Jak zarządzać kadrą grając przynajmniej ponad pół sezonu na trzech frontach, co dla Kolejorza też jest czymś nowym w najnowszej historii. No właśnie ciężko zarządzać, mając w kadrze na kluczowych pozycjach Gholizadeha, Wålemarka, Håkansa, w piłkarsko podeszłym wieku już Ishaka. A wracając do poprzedniego akapitu, jako że dla mnie - powtarzam, dla mnie, nie wypowiadam się za wszystkich kibiców naszej niebiesko-białej lokomotywy, bo jest ich zbyt wielu i każdy ma inne priorytety, oczekiwania sportowe - najważniejsze jest mistrzostwo, czyli wielka nagroda za całoroczny mozolny marsz w górę tabeli (to nic że długi... a nawet przeciwnie, dzięki temu jeszcze lepiej smakuje).
Może i mamy teraz szeroką kadrę. Wyrównanej raczej nie, o to ciężko, ale - co gorsza - jej szerokość bardzo podkopuje szklane zdrowie kilku zawodników. I w każdej chwili może się okazać, że wcale szeroką nie jest. Na pewno nie była taka w rundzie jesiennej obecnego sezonu.